Po burzy wcale nie jest lepiej

30 lipca 2013 autor:

Po burzy wcale nie jest lepiej

W nocy była burza. Lało jak z cebra.
Coś koło pierwszej trzydzieści albo drugiej trzydzieści obudziły mnie, dochodzące z łóżeczka dzidziola, konkurencyjne dla burzy pomruki zbliżającego się niechybnie płaczu tygrysa. ERa też obudziły.
Zaspana, szybka decyzja – EF śpi z nami, to może bedzie jeszcze coś ze snu tej nocy.
EF nie do końca spokojny, ale ostatecznie zasnął z pomocą smoczka.
Kula się przez sen.
Lewo, prawo, znowu lewo.
Ja się odsuwam na brzeg łóżka, bo raz, że gorąco, dwa, że jak EF wpadnie na mnie z impetem, to się uderzy o mój łokieć i się obudzi.
Z drugiej strony łóżka ER robi to samo.
W końcu, robimy półświadomie w środku lóżka wielkie lądowisko dla B2, a my z ER rozciągnięci na skraju – jak te krawężniki.
EF wykonuje podwójny axel i potrójny tulup, po czym zapada znowu w sen z piętami na mojej twarzy.
Gdy cierpliwie odsuwam głowę do tyłu, znowu się wybudza.
Czwarta czterdzieści osiem, znowu pomruki tygrysa.
Dobra, przyśpieszymy mleko, co da nam jeszcze jakieś 40 minut drzemki z krótką przerwą na mój obrót i zmianę podajnika.
Wstaję do fabryki o piątej czterdzieści, gratulując sobie w duchu decyzji o konsekwentnym – jak dotychczas – odkładaniu EF do Jego łóżeczka na noc, ciesząc się, że pranie zostało na noc w domu i przeklinając w duchu burzę za niespokojny sen mojego dziecka.
Szybki makijaż, śniadanie, biżuteria.
Dostrzegam koło mojego pierścionka obrączkę ER.
Ależ ja Mu jej zazdroszczę. Że ją ubierze, jak wstanie. I że będzie ją nosił cały dzień.
Wybieram na serdeczny palec inny pierścionek.
Zaręczynowy bez swojej pary zostaje w domu.

Podobne wpisy

Tagi

Podziel się

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *